Skip to content
Bogdan Miklusz
Menu
  • Home
  • BIO
  • Publikacje
  • Blog
  • Contact
Menu

Dzień w którym runął most

Posted on 2 sierpnia 2002 by admin

Powoli próbowałes się podmieść. Własną śliną chciałeś zatamować uchodzącą ze złamanego łokcia krew. Bolała Cię głowa. Czułeś ból pomiędzy dwiema półkulami. Przerażające odłamki myśli uwierały Ci w pamięć. Nie domyśliłeś się, że urwisko jest takie wysokie. Nie przewidziałeś bólu. Nie pomyślałeś, że to urwisko może być takie niskie. Za niskie, by umrzeć. Wstałeś. Krew łączyła się z grudkami ziemi. Widziałeś przesuwające się krajobrazy. Wspomnienia uchodziły z ciebie jak pot. Niebo miało kolor granatu. Granat miał barwę zmiętego nieba.

Widziałeś jak stał na brzegu urwiska. Jak leciał w dół. Jak zanurzal dłonie w wystające trawy. Jak spadł.Jak próbował się podnieść. Widziałeś jak próbuje zatrzymać śliną uchodzącą krew ze swojego łokcia. Jak krzywi się, jak uderza głową o ziemię. Ale ty wolałeś odwrócić głowę.
Dzień wcześniej na stacji Radom dostrzegłeś młodego człowieka, który próbuje wskoczyć do pociągu po sygnale odjazdu. Widziałeś jak nogi trafiają pod koła wagonu. Jak znikają. Słyszałeś jęk i krzyk znajomych tego człowieka i reszty pasażerów. Widziałes rozdygotaną kierownik pociągu, która histerycznie próbowała wytłumaczyć, że to nie jej wina. Uciekłes wtedy w kąt przedziału. Zamknąłeś oczy. „Jak dobrze, że to nie ja…”-myślałeś.

Ułożyłeś sobie jakoś życie. Znalazłeś znajomych, pracę. Wykreślałeś w notatniku godzinę po godzinie. Planowałeś każdą sekundę. I przez sekundę tylko myślałeś, że to wystarczy. Często zastanawiałeś się po co w ogóle się urodziłeś. Świat mógłby się przecież bez Ciebie obejść. Matka mówiła wtedy: „Trzeba żyć synu, trzeba żyć. Choćby dla mnie…”- a ty zanurzałes twarz w poduszkę i z trudem próbowałeś się pozbyć niechcianych łez…

Pomyślałeś: „Czemu on tam stoi i mi nie chce pomóc” Pamiętasz? Mial na sobie brązową koszulę na krótki rękaw, czarne sztruksy. Byl nieogolony. Z daleka widać było ubutki we fryzurze. Chciałeś roztrzaskać mu twarz, gdy się bezwiednie odwrócił i odszedł. Zachłysnąłes się wtedy krwią i upadłeś.

Mosty bywają różne. Drewniane i betonowe. Mosty wiszące, leżace itp. Mosty kolejowe i drogowe. Kładki, kładeczki… Mosty łączą. Jakieś dwa brzegi. Taki ich los ciermiężny. Ale mosty też rozsypują się. Wtedy zaczyna się tragedia…

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

IN ENGLISH

  • 01/01/12
    1 stycznia 2012
    Boje sie Nowego Roku; to co zmienne i niepewne napawa mnie lekiem. Coraz czesciej lapie sie na tym, ze zyje w czasie przeszlym. Unikam planow na przyszlosc, narzekam na terazniejszosc. Przeszlosc to […]
kwiecień 2026
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
« lis    

Zaloguj się
© 2026 Bogdan Miklusz | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme