Dziś poeta Ł. czyta swoje wiersze. Pokasłuje trochę, przeprasza, czyta i dalej pokasłuje. Oddycha ciężko- sprawia wrażenie gruźlika. Broda dodaje mu animuszu. Tajemnicy i wrażliwości. Okulary dodają mu inteligencji.
Jego wiersze to w większości wynik obcowania z ludźmi, przedmiotami, a nawet myślami. Każdy wiersz prawie ma adnotację- „dla”. A więc dla Joli W. w pociągu do Białegostoku, dla Oresta Ś., dobrze zapowiadającego się naukowca, dla innego poety- Dmytra P., za jego wkład w rozwijanie świadomości narodowej na Ukrainie. Znajdują się tam też wiersze dla sympatycznej Doroty S., która napisała pracę magisterską o poecie Ł., dla Julii M.- bo sympatyczna, itd., itd.
Poeta Ł. uczył nas kiedyś recytacji poezji Łesi Ukrainki. Nie było zdania, które uznałby za dobrze wyartykułowane. Na pocieszenie częstował cukierkami i orzechami. Poeta Ł. ubiera się jak chce. Raz nakłada szerokie jeansowe spodnie a do tego marynarkę, innym razem spodnie sztruksowe, a bez marynarki. Buty znoszone, bo przecież poeci to biedny lud, a słowo ciągle jest mniej cenione niż np. dobre auto, czy jakieś przestronne mieszkanie.
Poeta Ł. lubi Podlasie. Bo i stamtąd pochodzi. I się nie wstydzi, że z ziemi biednej, rolniczej. Bo to jego Ojczyzna, tak samo ważna jak Ukraina, czy Polska.
Poeta Ł. łapie się za brodę. Będzie myśleć. Oj, nie radzę mu teraz przeszkadzać!
