Wczoraj na rogu ul. Puławskiej i Al. Lotników spotkałem M.H. Poznałem go po typowym chodzie, sprężystym i ciężkim. Uśmiechnięty podał mi rękę i zamienił parę słów w swoim języku. Jakimś takim pełnym bólu…
1. M.H. przez rok szukał pracy. Czasem natrętnie zaglądał do każdego mieszkania na Mokotowie czy Ursynowie, by zapytać czy ich lokatorzy nie potrzebują jakiejś choćby najmniejszej pomocy. On dużo nie chciał- dziesięć złotych za naprawienie komputera czy gniazdka elektrycznego wystarczyłoby mu w zupełności. Byle tylko miał za co kupić jedzenie.
A nie jadł czasem przez tydzień. W kartonie trzymał suszone śliwki, przywiezione z Kijowa, którymi zagryzał ranek, południe i wieczór. Od czasu do czasu pomagał mu S., kupował jogurty i chleb.
M.H. często odwiedzał różne fundacje i stowarzyszenia, próbował wybłagać parę groszy na buty,bo stare miały kilka dziur, a zima przecież była za pasem.
Nosił te same skarpety przez tydzień,jego stopy śmierdziały czasem tak mocno, że aż nieprzyjemnie było go odwiedzać. Nie wiem co było bardziej racjonalną przyczyną- nie miał proszku, czy nie miał chęci do prania?
Latem 2001 roku szajka bandytów pobiła go dotkliwie. Przez miesiąc z twarzy nie schodziła mu opuchlizna.
M.H. broniąc się przed śmiercią głodową nielegalnie podłączył się do sieci telekomunikacyjnej. Jednak ten precedens nie trwał długo. M.H. musiał pozbyć się urządzenia, aby uniknąć oskarżenia o przestępstwo. Potem M.H. pracował jako konsultant firmy kosmetycznej, próbował sprzedawać szampony i odżywki. Niewielu miał klientów, ale wystarczojąco by kupić chleb raz na kilka dni.
M.H. jadł łapczywie. Potrafił zjeść cały chleb, w ciągu pięciu minut. Brał wielkie kęsy i nie wiem z czego to wynikało.
M.H. przyjechał do Polski studiować. Choć tak naprawdę chciał się wyrwać z jego ojczyzny, Ukrainy, w której nie widział perspektyw na godne życie. M.H. pochodził z rodziny inteligenckiej, matka była pielęgniarką, ojciec fotoreporterem w jednym z kijowskich dzienników. Rodzice nie dostawali pensji czasem przez kilka miesięcy. Żyli z tego, co zdążyli posadzić w ogródku i z kredytów, których prawdopodobnie nigdy nie będą w stanie spłacić.
Na rogu Puławskiej i al. Lotników spotkałem M.H. Marynarka zabrudzona obfitym łupieżem, w klapie marynarki etykietka 10 lat internetu w Polsce- nie wiem po co to komu-
M.H. sprężystym i ciężkim krokiem ruszył, by zdać kolejny egzamin w swoim życiu…
