Skip to content
Bogdan Miklusz
Menu
  • Home
  • BIO
  • Publikacje
  • Blog
  • Contact
Menu

Einhorn- my Heimat

Posted on 14 czerwca 2002 by admin

Gertruda śpi. Obejmuje poduszkę obiema rękami. Na twarzy rumieniec. Obok, na stoliku, butelka koniaku. Ćmy tańczą pod sufitem. Na suficie cienie zapalonych za oknem lamp i gwiazd. Verden, 14 czerwca 2002 roku

***
Gertruda bawi się w chowanego. Tym razem będzie szukał Thomas, chłopiec z sąsiedztwa, niski okularnik o twarzy ryby. Ale Gertruda lubi Thomasa i lubi zabawę w chowanego. Ukrywa się w pniu niedawno ściętego drzewa. Wielki ponad stuletni dąb. I wielka dziura w pniu wielkiego dębu. Gertruda z trudem wciska się do środka, przy okazji niszczy nowe rajstopki- matka będzie się złościć. Thomas zaczyna szukać. szuka ponad godzinę i nic. Gertruda się niecierpliwi. Ciasno jej w tym pniu. Poddaje się. Thomas nie wierzy, że Gertruda mogła wybrałać tak dziwną kryjówkę. Gertruda próbuje się wydostać z pnia drzewa, ale nie potrafi. Thomas też nie jest w stanie jej wyciągnąć. Stary Bernarg siekierą rozłupuje pień stuletniego dębu. Aż lecą wióry. I łzy z oczu Gertrudy. Gertruda boi się śmierci.

***
Gertruda chce dzisiaj przygotować rosół z koguta. Kogut wcale nie chce być ofiarą Gertrudy. Ale ona jest uparta. Biega po całej zagrodzie za kogutem. A kogut ucieka, ucieka… Ale ile może tak uciekać, w końcu się poddaje.
Gertruda siekierką odcina głowę kogutowi. Kogut jęczy, wierzga, wije się z bólu. Ucieka bez głowy. Potrafi przebiec może pięć metrow. Umiera.
Gertruda, jej mąż Brayan mają dziś pyszny obiad. I tłuste ręce od mięsa. Nie lubią używać sztućców.

***
Gertruda bawi się w piaskownicy. Co jakiś czas połyka łyżeczką piasek. W jej żyłach płynie piaszczysta krew.

***
Wielki autokar przyjeżdża do Eichhorn. Miejscowe dzieciaki przygotowują plastikowe torby. To znak, że niedługo dostana kilka czekolad, cukier i Bóg wie co jeszcze.
Gertruda płacze. Głaszcze dzieciaki. Dom numer trzynaście odrapany i szary. Gertruda przyklęka przed domem numer trzynaście. Żylaki na nogach pęcznieją. Pęcznieje mokra chusteczka. Zmarszczki zarysowują się jakoś wyraźniej niż zawsze. Jej Eichhorn. Moje Eichhorn. Niemiecka pieśń rozbrzmiewa w wiśniowym sadzie.

***
Stara Krawcowa rwie pokrzywy dla prosiaków. Słońce dziś wysoko. Będzie pogoda.
Tego dnia runęła ściana.
Gertrudzie przyśnił sie dziwny sen. Że spadło na nią Niebo.

***
Jakiś wandal ukradł drogowskaz. Od tej chwili Eichhorn wydaje się być miejscem bezimiennym, martwym.
Traktory buchają parą. Krowy muczą.

***
Gertruda śpi. Niech śpi. Póki śpi, Eichhorn to jej Heimat.

***
Póki śpię Eichhorn to mój Heimat.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

IN ENGLISH

  • 01/01/12
    1 stycznia 2012
    Boje sie Nowego Roku; to co zmienne i niepewne napawa mnie lekiem. Coraz czesciej lapie sie na tym, ze zyje w czasie przeszlym. Unikam planow na przyszlosc, narzekam na terazniejszosc. Przeszlosc to […]
kwiecień 2026
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
« lis    

Zaloguj się
© 2026 Bogdan Miklusz | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme