Matka traci włosy. Matka traci zęby. Matka traci wzrok. Matka szlocha często po nocach. Nie śpi. Czuwa. Boi się śnić.
Matka gubi się w snach. Ma piękne imię- Daria. Ma w sobie burzę. Burzę uczuć. Czasem bije piorunami. Wtedy milczę. Urodziła się, jak sama mówi, pod złą gwiazdą. Jedynaczka. Skazana właściwie tylko na siebie. Zrezygnowała ze szkoły średniej w wieku 16 lat. Odbiło się to później na całym jej życiu. Do dziś, gdy pochylona do podłogi wyciera ślady butów, ma za złe sobie i światu, że tak musiało się stać. matka wyszła za mąż w wieku 25 lat. Ślub z konieczności. Umarł jej ojciec- więzień Oświęcimia, przymusowy robotnik w Niemczech, a była akurat wiosna. A pole pełne zasianego zboża… Kto ma zebrać te zboże? Sama przecież sobie nie poradzi. Pojawił się więc Ojciec. I zniknął. Później. Straciłem go z oczu. Matka została.
Matka lubi się śmiać. Szczerzy wtedy pozostałe jeszcze zęby i wszystkim robi się wesoło. Matka robi mi śniadanie do łóżka, gdy z rzadka odwiedzam ją w jej domu. Matka cieszy się na mój widok jak dziecko.
Kiedyś wycinałem laurkę dla Matki. Rysowałem kwiatki, wymyślałem wierszyki. Matka je lubiła. Choć nie były do końca szczere.
Biłem matkę po głowie. Albo szarpałem. Albo i jedno i drugie. Nauczyłem się tego od Ojca- tak bić, aby bolało najmocniej, a nie było śladu. Matka kupowała mi czekoladę i lody. dawała z siebie więcej niż powinna.
Nigdy nie powiedziała mi, że mnie kocha. Nigdy nie powiedziałem, że ją kocham. Przez ponad dwadzieścia pięć lat tkwi we mnie to słowo jak rybia ość. Duszę się tym słowem. Nie potrafię go z siebie wykrztusić.
Matka traci włosy. matka traci zęby. Matka traci wzrok.
Nie straciła syna. Kocham ją.
„Kocham Cię, Mamo”
