Poranna wyprawa na miasto, popołudniowa msza w cerkwii w Dąbrówce. Greckokatolicka wspólnota wiernych kurczy się z roku na rok. Dzieci można zliczyć na palcach jednej ręki; jeśli zdarzy się jakiś ślub, to cała parafia świętuje.
Kręcę się po sanockiej starówce, zaglądając w ciemne zaułki dziewiętnastowiecznych kamienic. Odwiedzam cerkiew prawosławną i wystawę Beksińskiego na zamku, nie omijajac największej w Europie kolekcji ikon. Potem w kościele ojców franciszkanów odmawiam Ojcze nasz po mojemu.
Sanok ma swoją historię. Był oczkiem w głowie Kazimierza Wielkiego, przez wiele lat rezydowali tu też starostowie węgierscy. W miejscowej świątyni brał ślub Władysław Jagiełło ze swoją trzecią żoną Elżbietą Granowską, na zamku zaś w szesnastym wieku mieszkała królowa węgierska Izabela.
Po rozbiorach miasto trafiło w skład Austro-Węgier, straciło też na znaczeniu na rzecz pobliskiego Leska. Podczas zaborów miasto odwiedził Franciszek Józef i Karol I, późniejszy następca tronu.
Podczas drugiej wojny światowej na terenie miasta działała komenda Armii Krajowej, po walkach sowiecko- niemieckich został jako pierwszy w Polsce odbity nazistom i już w 1944 cieszył się wolnością od okupanta niemieckiego.
Po drugiej wojnie światowej Sanok rozwinął się dzięki Fabryce Autobusów „Autosan” oraz Zakładom Przemysłu Gumowego „Stomil”. Zwiększyła się wtedy znacznie liczba mieszkańców miasta, zaowocowała wybudowaniem nowych osiedli mieszkaniowych, przyczyniła się do rozwoju edukacji i powstaniu wielu placówek ochrony zdrowia. Choć dziś wielu narzeka na socjalistyczną nomenklaturę i komunistyczną przeszłość, zwykli ludzie dobrze wspominają tamte czasy. Mieli wtedy pewnego rodzaju stabilizację, zapewnienie od władz, że nikt im pracy nie zabierze, a państwo zawsze pomoże, gdy zaistnieje jakiś problem.
Demokratyczne społeczeństwo pod wpływem ekonomii liberalnej utraciło poczucie bezpieczeństwa. Rywalizacja, indywidualizacja i prawa wolnego rynku podzieliły zdesperowanych ludzi. Wspólnota jako taka przestała istnieć, jej szczątki można odnaleźć w kościele, który też powoli ulega myśli liberalnej, zniekształca swoją pierwotną rolę. Ludzie czują się oszukani, pozbawieni opiekuńczego państwa odsuwają się od polityki, uważając ją brudną i nieetyczną. Społeczeństwo jak nigdy dotąd odczuwa silny brak więzi i z niepokojem patrzy w przyszłość. *
Dziś Sanok przeżywa dotkliwy kryzys, liczba młodych ludzi opuszczających miasto w poszukiwaniu lepszego życia zwiększa się z roku na rok, miejsc pracy nie przybywa, upadają małe sklepy i prywatne inicjatywy, minusowy przyrost naturalny świadczy o lęku rodzin co do przyszłości swoich dzieci.
Adam Jaremko i jego siostra Ania z mężem zdecydowali się jednak przeprowadzić kilka lat temu z dużego Przemyśla do małego Sanoka. Adam prowadzi studio fotograficzne, jak na razie ma trochę zleceń, więc nie narzeka, Ania zajmuje się konserwowaniem ikon, realizuje też indywidualne zamówienia na nowe obrazy od władz kościelnych i kolekcjonerów. Wszyscy mieszkają w jednopokojowym mieszkaniu, ale za to blisko centrum. Adam przyznaje, że koszt takiego mieszkania w Przemyślu byłby znacznie niższy, ale cieszy się, bo Sanok lubi. Dziś, aby przeżyć trzeba pokazać, że jest się lepszym, inny człowiek to potencjalna konkurencja, którą należy niszczyć. Bo jeśli ja jej nie zniszczę, ona zniszczy mnie. Ania ubolewa, że tak się dzieje, ale trzeba przecież jakoś wytrzymać od pierwszego do pierwszego.
W domu na Przemyskiej pani Genowefa czeka na mnie już z niedzielnym obiadem. Do póżnych godzin wieczornych snuje się opowieść o moich Indiach. Robi się przyjemnie ciepło, troski dnia codziennego, choćby na chwilę, odchodzą w zapomnienie.
