Do Sanoka przez Rymanów i Besko. Za godzinę wrócę tam, gdzie kiedyś zakończyłem swoją podróż na koniec świata. Może nawet skosztuję sanockiej kremówki z cukierni w rynku?…
Z Emilią w „u Szwejka”. Pierogi z kapustą i grzybami, do tego piwo z Leżajska. Mnóstwo historii do opowiedzenia, życia do przetrawienia od początku do końca. Emilia dzieli się wspomnieniami z wolontariatu na wyspie Zanzibar, udziela się nam gorący klimat Afryki i Indii, robi się ciepło na samo wspomnienie o naszych egzotycznych wyprawach.
Emilia już marzy o kolejnej wędrówce, być może do Indii, choć z chęcią też wróciłaby do swojej ukochanej Tanzani, ale odstraszają ją niestety ceny biletów lotniczych. Na razie próbuje podrperować budżet wykładając w sanockiej wyższej szkole medycznej i udzielając lekcji pierwszej pomocy.
Pięć godzin w restauracji mija niepostrzeżenie. Wychodzimy z lokalu po zachodzie słońca. Kotlety mielone u babci Emilki smakują wyśmienicie, herbatka owocowa rozgrzewa wieczór.
Rozpakowuję plecak w swoim nowym domu. Życie na walizkach uczy pokory do własnych pleców. Każdy ciepły kąt jest na wagę złota.
