Chleb na parze w tybetańskiej restauracji godny polecenia. Dobry i pozywny. Do tego omlet z pomidorem, i czarna kawa- od jakiegos czasu nieodłączny dodatek do każdego posilku.
Remanent w plecakach, po wnikliwych obliczeniach- cala szafa nowych ubran. Do Indii wjeżdżaliśmy z dwunastokilogramowymi plecakami, teraz zwiększyły one wage co najmniej dwukrotnie- odczuwaja to i plecy i oczy.
Ostatni spacer po magicznym Sarnath, ostatni rzut oka na miejscowe swiatynie i ludzi.
Zimny prysznic, pranie, krotka przerwa na relaks, obfity obiad, szybkie zakupy, podroz pociagiem do Varanasi.
Powoli przesuwamy się na poludnie, nocnym pociagiem do Khajuraho.
