Wczesnym rankiem wyruszamy do Manikaran. Dluga, zmudna, meczaca podroz w zatloczonym lokalnym autobusie. Wiekszosc pasażerów to miejscowe dzieciaki podążające do oddalonej o kilkanaście kilometrow miejscowości, odgrodzonej od Rewalsar pasmem stromych, zalesionych gor. Tlok, gwar i skwar wynagradzaja nam zapierające dech w piersiach widoki. Duzo zdjęć, ujec, raj dla oczu. Krotki postoj w Mandi, potem kontynuacja podrozy do Bhuntar. Po drodze dlugi, prawie trzy kilometrowy tunel , krotkie postoje na rozprostowanie kosci. Niewielu turystow na trasie, kilku buddyjskich mnichow, poza tym mieszanka Hindusow i Tybetanczykow.
W Bhuntar przesiadka. Ta niewielka miejscowość poszczycic się może lotniskiem, skad codziennie odlatuje samolot do Delhi lub Shimli/Dharamsali. Pasy startowe i ladowisko położone jest w calym centrum miasteczka, otoczonego grzbietem gor. Bhuntar to także brama do Parvati Valley – celu naszej podrozy.
Autobusy do Manikaran kursuja z Bhuntar co pol godziny. Wszystkie tabliczki z kierunkiem jazdy sa w hindu, trzeba wiec mocno wytężyć sluch, by trafic na ten właściwy. Kierowcy z reguly nie czekaja na rozkojarzonych. Pasazerowie wskakuja do pojazdu w biegu, bez gwarancji, ze zdaza.
Trasa do Manikaran nie jest az tak atrakcyjna widokowo jak z Kulu do Mandi czy z Mandi do Rewalsar, ale tez ma swój urok i swoje dziury w jezdniach. No i prowadzi wzdłuż wzburzonej rzeki, co dodaje podrozy animuszu.
Po drodze mijamy Jari i Kashol, by po ponad dwoch godzinach dotrzec do celu. Manikaran sprawia wrazenie miejsca w którym większość powierzchni zajmuja swiatynie wyznawcow roznych religii. Potem oko przykuwa wiszacy most, bazar i niezliczona liczba hoteli i domow wczasowych, kilku fryzjerow, krawcow i kowali.
Wszystkie hotele w Manikaran maja swoje wlasne baseny z goraca woda prosto ze świętych źródeł. Wszystkie jak jeden maz reklamuja swoje miejsce tak samo. Gdyby nie różnorodność cen nie byloby miedzy nimi zadnych istotnych roznic.
Dostajemy pokoj z widokiem na rzeke i okoliczne wzgorza. Potem krotki spacer przez wies i wizyta u fryzjera za dwadzieścia rupii.
Na kolacje chowmin i kubek goracej herbaty.
