Niedzielny poranek i zakatarzone niebo. Deszcz widziany przez szybe ma swój urok. Na naszych oczach krajobraz wokół staje się klarowniejszy, trawa bardziej zielona, gory potężniejsze.
Probuje spojrzec wstecz, opanowac pamiec, wyksztusic z siebie pare slow z przeszłości. Gubie się w natłoku mysli, wydarzen, emocji; rozkojarzona przestrzen, jak ukladanka, trudna do opanowania. Szukam slow kluczy, krocze w ciemnościach czasu.
Mysli sa jak rzeka, przemijające, nigdy takie same. Czasem gubie je po drodze, z braku czasu, perspektywy, właściwego miejsca. Mysli sa dzikie, nieoswojone; te oswojone zaczynaja być uwiezione. Uwiezione w slowach, które nie oddaja znaczenia rzeczywistości. Opisuja rzeczywistość, ale nie sa rzeczywiste.
Boje się. Przemijanie napawa mnie lekiem. Ludzie, zdarzenia, emocje, odczucia umykające przez uchylone drzwi czasu.
Obiad w tybetańskiej restauracji. Herbata na przeczekanie. Spacer na zdrowie. Rupia na szczescie.
Serce szuka schronienia w slowach.
Niedzielny wieczor i zakatarzone niebo. Deja vu.
