Hustawka nastrojow. Nerwowka. Odpoczywamy od siebie po swojemu. Pranie, mocna kawa na sniadanie, kapiel, lektura lokalnej prasy, spacer nad brzegiem rzeki, drzemka pod jablonia. Przypadkowe znajomości, obserwacje, zalegle notatki, plany na przyszłość. Rozmowy z samym soba. Wedrowki w te i we w te. Slodkie ciasteczka. Napoj chodzący.
Ostatni dzien miesiąca. W Polsce już zapewne jesien, tu ciagle lato- choc temperatura w nocy spada poniżej zera.
Sa rzeczy, ludzie, sytuacje- za którymi się tęskni. Czasem za ziemniakami z kotletem mielonym, czasem za rodzicami, czasem za komfortem, który szczególnie tutaj, w Indiach, nabiera szczególnego znaczenia i mocy. Teskni się za przyjaciółmi, za codzienna praca, za rodzima mowa, za telewizorem, pralka, za angielskim sniadaniem i pomidowowka, tęskni się za muzyka, za Cerkwia, za polska dobra ksiazka.
Wedrowka wzmaga tęsknotę- uczy pokory do tego co się ma. Co się osiągnęło w drodze. Co się przeżyło. Czego się nauczylo. Wedrowka uprzytamnia człowiekowi, ze wszystko przemija, nigdy nie ma takiego samego momentu. Każdy moment jest inny. Specjalny. Szczegolny.
Ludzie których codziennie mijamy na ulicy nigdy nie podróżowali poza granice swojej wsi, swojego osiedla, swojego domu. Nie znaja smaku polskiego schabowego kotleta, angielskiego Fish and chips, meksykańskiego nachos. Nie widzieli Moskwy, Londynu, Nowego Yorku, ba, nigdy nie byli w stolicy swojego panstwa- Delhi. Czasem z braku pieniędzy, innym razem z braku odwagi. Ludzie, których codziennie mijamy na ulicy zyja tu i teraz. Z tym co maja i dla tego co maja. Nie tęsknią za samochodem, pralka czy telewizorem. Nie narzekaja na biede. Przyjmuja swiat takim jakim jest w istocie. Nie ubarwiaja go, ani nie ujmuja.
Ludzie, których codziennie mijamy na ulicy maja uśmiech na twarzy i pot na czole. Otwarte serce.
Tu, w Himalajach, czas stanal w miejscu. Bezpowrotnie.
