Zakupy, zakupy, zakupy. W jednym miejscu setki miejscowych wyrobow wykonanych przez lokalnych rzemieślników. Przepieknych, gdzie zadbano o każdy szczegół i każdy gust- nawet najbardziej wybredny. Dla Europejczyka to istny raj- nie tylko artystyczny, ale i cenowy. Dla miejscowego sprzedawcy- szansa na zarobek, pewność, ze będzie miał jutro włożyć cos do garnka i wykarmic liczna rodzine.
Zakupy w Indiach to ceremonia. To czasem półgodzinny proces targowania się, reklamy, rozmowy o negatywnych i pozytywnych stronach produktu, ale także rozmowy o codziennym zyciu. Ani kupujący ani sprzedajacy nie może być niezadowolony z transakcji. Usmiech na ustach kupującego i sprzedającego to oznaka dobrego biznesu.
Uliczki Mc Leod Ganj szczelnie wypelnione kramami to jedna wielka przestrzen handlowa, otoczona cieniem Himalajow. Z drugiej strony, to przestrzen, gdzie tybetańscy uchodzcy mogli zalezc schronienie, nowy dom- bezpieczny i wolny.
Spokjne miejsce, gdzie moga swobodnie oplakiwac swoj raj utracony, budowac go na nowo, powoli, cierpliwie. Poki Dalai Lama jest z nimi, nic im sie nie stanie. W to wierza. W Nim pokladaja nadzieje.
Po drugiej stronie Himalajow, w Chinach, setki tysiecy Tybetanczykow wciaz modli sie o wolnosc. Tym, ktorym nie udalo sie uciec, pozostal tylko Bog.
