O szostej dziesięć z Braszowa do Bukaresztu. Niespelna sto trzydzieści kilometrow w ciagu 5 godzin. Piekne widoki za Braszowem, gory, wawozy i lasy. I rozlegle plantacje słoneczników niedaleko Bukaresztu.
W poludnie Gara de Nord, spotkanie drugie już w ciagu ostatnich kilku miesięcy. Tlumy turystow, ktorych niewiadomo po co wiatr przygnal do stolicy, przybłędów, naganiaczy, handlarzy i Cyganow. Drogie piwo i zarlo, tania reklama na kartonie w dloniach starszej kobiety- pokoje do wynajęcia za 20 Euro. Agnieszka chce zwiedzac Bukareszt. Wysiadamy na Placu Unii, olbrzymie rondo, otoczone sklepami, bankami, firmami, restauracjami i budkami z papierosami i gazetami. Niedaleko gmach parlamentu, troche dalej sadu, kilka secesyjnych kamienic i zielonych skwerow. Centrum miasta.Niewiele pozostalo z dawnego Bukaresztu.
A jeszcze w okresie miedzywojennym miasto to nazywano Malym Paryzem, Paryzem Wschodu. Duza czesc śródmieścia zostala jednak zniszczona działaniami wojennymi, trzesieniami ziemi, a potem polityka Nicolae Ceauşescu, z powodu ktorej zniknęło z powierzchni ziemi wiele wspaniałych perel architektury . Można jednak znaleźć schowane miedzy blokami mieszkalnymi ocalale pamiątki wielokulturowego Bukaresztu- Synagoge Krawcow, Cerkiew Stavropoleos czy rumuńskie Ateneum.
Metrem jedziemy na plac Bohaterow Rewolucji. Naprzeciwko cerkwii lapiemy autobus do granicy rumunsko- bułgarskiej Giurgiu- Russe. U staruszek z przedmiesc Bukaresztu zaopatrujemy się w swieze pomidory i ogorki.
Ostatnie chwile w Rumunii. Miejscowy chłopak pokazuje nam droge do granicy. Piechota przekraczamy most na Dunaju. Most Przyjazni.
Dlugi, liczący prawie trzy kilometry długości most otwarty zostal w 1954 roku, wybudowany wsparciu finansowym Zwiazku Radzieckiego. Most miał na celu odciążyć promowa przeprawe przez rzeke i jednac oba socjalistyczne wtedy narody. Dzis jest często obiektem narzekan, albowiem aby przez niego przejechac trzeba slono zapłacić. Piechota da się przejść, ale tylko w jedna strone- z Rumunii do Bulgarii. Z Bulgarii do Rumunii mostem można przeprawic się tylko samochodem.
Rybak na brzegu Dunaju zlapal wielka rybe. Pokazuje nam ja z nieukrywana duma. Ruse wita nas deszczem. Po kilkukilometrowej wędrówce padamy ze zmeczenia na dworcu kolejowym. Wnetrze przypomina jednak raczej palac niż stacje kolejowa. Cisza i spokoj. Zadnych bezdomnych- psow i ludzi. Co godzine policjanci patroluja rewir. Nie ma bezpieczniejszego miejsca na odpoczynek.
