Budzimy sie wczesnym rankiem na zielonej polanie. Slonce dzisiaj zimne, ale jak to w gorach, moze sie to wkrotce zmienic, pogoda plata tu czesto figle- jak dzieci. Parowka na sniadanie, lyk mineralnej wody. Wizyta w bulgarskim sklepie, rozmowa lamana bulgarszczyzna z mila sklepikarka. Przepierka. Grupa cyganskich dzieci laknie rozmowy, wymieniamy sie usmiechami i pokracznie kleconymi zdaniami. Zdjecie na pozegnanie. I papatki. Z drabiniastego wozu slyszymy cyganskie dewlesa, kopyt koni oddala sie szybko.
Potem spotykamy dwoch motocyklistow- podroznikow, jezdza sobie po Balkanach, chodza po gorach, rozkoszuja sie czasem.
Ludzie sami podchodza, sa ciekawi skad jestesmy i co porabiamy- oferuja pomoc i rade.
Z Sredniogradu stopem jedziemy do Kazalniaka, kierowca jest wielbicielem muzyki operowej. Podwozi nas az pod sam dworzec. W malenkiej piekarni kupujemy mesenice na obiad. Wystarczy na co najmniej pol dnia, taka duza.
Potem w pojedynke zwiedzamy Kazalniak. Robimy zakupy na miejscowym targu. Dreptamy po centrum. Chlopak z CS bezplatnie oferuje nocleg. Podniebnie. Dzieciaki robia ze mna zdjecie. Zastanawiam sie czy to ja czy moja broda jest turystyczna atrakcja dla miejscowych?
Kolacja. Potem poczekalnia. To ostatni nasz dzien w Bulgarii. Jutro Turcja i nowy rozdzial naszej podrozy do Indii.
