Dzis urodziny Agnieszki. Miniaturowa laurka i szyszka w prezencie- efekt nocnego czuwania na stacji Vasou de Jus. Spokojna noc, pelna snow i mysli. Potem sniadanie, kawa na wzmocnienie. W kawiarni dosiada sie do nas miejscowa kobieta. Rozmowa o niczym, a jednak pozostawia mile wrazenie. Po kilkunasu minutach czekania udaje nam sie zlapac stopa w strone Moisei, znanej glownie z masakry w ktorej zginelo kilkudziesieciu Rumunow i Zydow z rak wegierskich. Podwozi nas mily kierowca, na codzien zajmujacy sie sprzedaza starych samochodow sprowadzanych z Niemiec i Belgii. Jedzie do rodziny w Bystryci.
Na stacji benzynowej w Moisei taksowka jedziemy do Borsy. Uzdrowiskowe masteczko nie robi na nas dobrego wrazenia. Brzydka architektura, brudna rzeka, smrod i halas, zamiast przyciagac, odstraszaja. Uciekamy na wzgorza, gdzie rozbijamy namiot. Stamtad widoki cudowne- i na Pietrosul- najwyzszy szczyt w regionie i na najblizsza okolice. Podziwiamy gory i doliny, jemy kolacje, planujemy dalsza podroz. Pogoda roznorodna. Podobnie jak mysli.
Borsa krzyczy donosnym glosem. Cisza przychodzi o zmierzchu.
