Skip to content
Bogdan Miklusz
Menu
  • Home
  • BIO
  • Publikacje
  • Blog
  • Contact
Menu

06/07/10

Posted on 6 lipca 2010 by admin

Wedrowka grzbietem gor. Powolna. Od pajdy chleba do wody mineralnej. Zanurzamy się w przestrzen. Zielone serce swiata. Z gory wszystko wyglada normalniej.
Trzydziesci kilometrow marmaroskich szlakow za nami. Vadu Izei, Budesti, Calinesti, Harnicesti- te malo mowiace dla niezorientowanych nazwy miejsc, dla nas maja suwerenna wartosc, wypelniona przezyciami, obrazami i slowam.

Kolejni ludzie zapraszaja nas do siebie, czestuja wodka, chca pogadac. Kbieta zabiera nas na stopa, potem starszy mezczyzna sam proponuje podwiezienie. Szczescie znowu sie do nas usmiecha. I choc od czasu do czasu siapi zimny, gorski deszcz, nam nie jest wcale do placzu.

Potem powrot do cywilizacji, wirtualne sotkanie z bliskimi. Zakupy. Spacer po Sygiecie Marmaroskim tym razem spokojniejszy, bo bez leku przed nieznanym.

Rozbijamy sie za miastem, chwile przed ulewa. I znowu mamy szczescie. Zasypiamy w takt marmaroskiej muzyki. Sasiad zza plotu wyraznie jest stad.
My tez.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

IN ENGLISH

  • 01/01/12
    1 stycznia 2012
    Boje sie Nowego Roku; to co zmienne i niepewne napawa mnie lekiem. Coraz czesciej lapie sie na tym, ze zyje w czasie przeszlym. Unikam planow na przyszlosc, narzekam na terazniejszosc. Przeszlosc to […]
kwiecień 2026
P W Ś C P S N
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930  
« lis    

Zaloguj się
© 2026 Bogdan Miklusz | Powered by Minimalist Blog WordPress Theme