Niedzielny poranek. W drodze na ukrainsko- rumuńskie przejscie graniczne mijamy grupy ludzi ciągnących do miejscowych cerkwi. Mijamy tez handlarzy na rowerach i kilku turystow z Niemiec. Handlarze wioza papier toaletowy, wodke, chleb i twarog. To ma u sąsiadów wziecie.
Po drugiej stronie Cisy wita nas Sygiet Marmaroski. Wstepujemy na chwile do miejscowej cerkwii, calujemy ikony i modlimy się każdy do wlasnego Boga. Potem już prężnym krokiem kierujemy się w strone centrum.
Na placu zabaw duzo dzieci z tatusiami. Objadaja sie lodami lub bawia sie na zjezdzalni. Nieliczne grupki Cyganow rozmawiaja glosno po swojemu.
Mala przekaska, odpoczynek, troche pamiatkowych fotografii i ruszamy w strone Maramuresz, niezwykle pieknej krainy, bogatej w zabytki architektoniczne i ciagle kultywujacej stare zwyczaje w zywej, egzotycznej formie.
Probujemy zlapac stopa na rogatkach miasta, bez rezultatu. Nikt nie chce siezatrzymac. Wiekszosc samochodow ma komplet pasazerow, ludzie wracaja do polozonych w odleglych wioskach domow rodzinami.
Po godzinie bezskutecznego machania reka, mila niesodzianka- wlasciciel jednego z domow z naprzeciwka zaprasza nas do siebie na poczestunek. Zdziwieni, zaskoczeni- nie odmawiamy jednak. Stol zastawiony jest wszelakiego rodzaju jadlem i napitkiem. Zastanawiamy sie czy nie trafilismy przypadkiem na jakies wesele lub podobnego typu urozystosc. Okazuje sie, ze nie- za to dowiadujemy sie, ze raz w roku w uroczystosc swietych Piotra i Pawla mieszkancy Maramuresz maja obowiazek zaprosic nieznajomych gosci do stolu, nakarmic ich i napoic. I my bylmi szczesliwcami. Zaspokoilismy glod rosolem i golabkami, pragnienie zas winem wlasnej roboty. I chocinalelismy ani jednego rumunskiego slowa, dogadywalismy sie dosonale.Mile zaskoczeni wielka goscinnoscia gospodarzy i obdarowani pzez nich swiezo upieczonymi paczkami wyruszylismy w dalsza droge.
Oto pierwsze oznaki Maramuresz- ozdobne, recznie zdobione bramy przy domostwach, charakterystyczne, drewniane koscioly ze strelistymi iezami, mezczyzni w specyficznych, malych kapelusikach na glowach, kobiety w koorowych chustach i szerokich spodnicach. Najbarej urzekly nas jednak dzieci w tradycyjnych strojach, ktorych rodzice ie odwrocili sie od tradycji i zyw ja kultywuja.
Oto drugie oznaki Maramuresz- drewniane chaty i ciagle uzywane zurawie przy studniach, konne furmanki i wszedzie obecna tadycyjna muzyka w magnetofnach i radiu.
Agnieszka nie ukrywa zachwytu. Pogoda sprzyja naszej wyprawie. Krajobrazy koja zmeczenie.
Jestesmy w sercu Swiata.
Maramuresz.
