1. Koszyce zwiedzamy na zmiane. Przygladamy sie miastu z dwoch perspektyw, spojrzen, roznorodnosci doswiadczen i upodoban. Stare i nowe miasto. Kunszt zabytkowych kamienic i przerazajaca prostota blokowisk. Laczy je niewątpliwie platanina torowisk i linii trolejbusowych, przez które co chwila przedziera wedrowka ludow ze starego do nowego swiata. Ze starego do nowego porzadku zycia.
Na koszyckim rynku sklepikarki zachwalaja miejscowe suwieniry, kelnerzy od progu zapraszaja na piw lub dwa.
Kawa i ciastko w lokalnej cukierni. Regeneracja zuzytej energii. Chwila nostalgii i wirtualnego kontaktu ze swiatem. Pote wedrowka na koszycki dworzec. Stad się wyjedz i tu się wraca. Prawdziwy poczatek i koniec swiata.
2. Starym, ledwie dyszacym ukraińskim autobusem, do Uzhorodu. Podroznych można w nim podzielic na dwie grupy- bardziej liczebna- przygranicznych handlarzy i przemytnikow, którzy jada do samej granicy bez biletu, znaja się nawzajem i SA za pan brat z kierowca. Jest i tez druga grupa, mniej liczebna, właściwie niestniejaca- turystow z biletem do celu, kupionym za uczciwa cene w uczciwym biurze turystycznym, za to milczaca, bo osamotniona w tym dobrze ze soba prosperującym tlumie pasażerów na gape.
A wiec podazamy ledwie dyszacym, kraińskim autobusem, do Uzhorodu. Wschluchujemy się w historie ludzi z innej strony Eurpy. Europy nieuprzywilejowanej, prowincjonalnej, a czasem nawet pogardzanej. I jakby na przekor czasom i dzielącym nas granicom- odnajdujemy się w historiach tych ludzi- niby obcych, wyalienowanych, a jednak Az do bolu w sercu- bliskich.
W ostatniej wiosce po slowackiej stronie grzecznie ustawiamy się w kolejce do sklepy spożywczego- pozbywamy sie zbędnego bilonu w eurowalucie. Troche kiełbasy na zoladek i lod na podniebienie.
Granica wylania się prawie natychmiast. Z jedne strony to dobrze, ze istnieje- wyznacza suwerenna, kulturowa i narodowa przestrzen, wskazuje na drebnosc, indywidualność panstwa. Z drugiej jednak strony- dzieli- kategoryzuje ludzi, przyczynia się do faworyzowana lub de faworyzowania narodow. O g r a n i c z a.
Dlatego trzeba umiec graniczyc. Trzeba umiec dobrze ganiczyc. Budowac dobrosasiedzwo i tolerancje. Nie ograniczając wolności.
Tu, na slowacko- ukrainskej granicy, daleko jeszcze do wzorowego graniczenia. Tu obywatel Unii Eropejskiej ma przywileje obywatela lepszej kategorii, służby celne nie obmacuja go i nie traktuja go tak przedmiotowo jak obywatela z ukraińskim paszportem. Pochodzenie jest jak rysa w zyciorsie, jak czarna plama- nie do oplamienia.
Tu, na slowacko- ukraińskiej granicy Ukrainiec placi za swoja prowincjonalność i kulejaca gospodarke swojej ojczyzny- wyszydzeniem, ponizenem i waluta- ciezko zarobiona, jakims cudem lub nadludzka praca.
3. Uzhorod to miasto, gdzie przez wieki przenikaly się style wielu kultur- wegierskiej, ukraińskiej, rumuńskiej, żydowskiej i niemieckiej. Pierwsze wrazenie sprawia jednak odmienne. Olbrzymie, betonowe dzielnice zalewaja miasto. I tylko dworze kolejowy i stara zydowska synagoga przypominaja historie kiedys prężnego osrodka kultury i gospodarki. Za to w rynku powstaja croaz liczniejsze puby i kluby w stylu zachodnioeuropejskim i amerykańskim. A na obrzezach miasta disnejowski zamek zachwyca miejscowe dzieciaki .
