nasłonecznienie wysokie. lekkie stężenie myśli.
w telewizji recesja, wojna i koniec świata- w radiu czerwony tulipan- zawikłany uwikłany- tylko jak się z tego wyrwać- pustka boli.
pod stopami skrzypi wiosenna trawa, miękkie lądowanie palców, łaskotanie pięt. doświadczanie życia na bosaka.
a.k. rozpaczliwie szuka drogi, droga pnie się ku górom, góry jak najbardziej święte. coraz mniej ludzi w centrach handlowych, coraz mniej wyprzedaży, coraz więcej żywych bezdomnych na ulicach, wyrośli jak grzyby po deszczu, pełni toreb ze szmatami, kartonami, butelkami i bóg wie jeszcze czego, uśmiechają się chytrze do słońca. wiosna już choć jeszcze nie wiadomo co.
czas się zbierać, przewietrzyć się, napowietrzyć, ogarnąć kawałek swojej własnej tęsknoty, zapakować do plecaka i ruszyć.
w samym centru miasta s. recytuje fragmenty pisma świętego. gestykuluje energicznie każde wypowiedziane słowo. tupie w miejsce wykrzykników. wieczorem s. schowa świętą księgę w torbie, poszuka oazy u Św. Juliana, spotka tam ladaczników, alkoholików, kryminalistów i narkomanów. zaśnie w zamian za chleb z masłem i gorącą herbatę. daj mu boże sen.
[dręczy mnie pragnienie wody z górskiego strumyka, krąg przyjacielskich rąk, przychylność nieba]
